Dawno, dawno temu…

   Jakoś w latach 2004-2007 prowadziliśmy z kolegą Krzyśkiem w Dębnie klub Siberian Husky Dębno Nanook. Mieliśmy psy rasy Siberian Husky i jakoś tak się wbiliśmy w temat z trenowaniem psów (i siebie), że założyliśmy klub Nanook. Chodziło głównie o to, aby ludzie, którzy mają takie psy trenowały z nami, albo pożyczały nam swoje psy. W ten sposób na treningi do Dębna przyjeżdzały osoby nie tylko z Dębna, ale i z Mieszkowic, Cychr, Bielina. Jednak większość ludzi psy nam wypożyczała. Nie będę wymieniał imion osób w klubie, ale wymienię nazwy psów – Demon, Deks, Neli, Achilles, Dumka, Aramis, Ami, Arika, Wiwa, Ksawier, Timor, Lisi, Ajron, Aza, Baster, Taskan, Edi, więcej psów było, ale tylko przelotnie. Jakoś się to wszystko rozsypało i klub się skończył. Piszę o tym dla tego, że ostatnio na kajaku poznałem gościa który ma dwa Huskie, pływa kajakiem i mieszka nie daleko Dębna. Głównie biegaliśmy po lasach w około Dębna, zdażało się nawet robić po 50 km dziennie w zimie. O innych porach roku też biegaliśmy ale w innym kilometrażu.

Achilles
aahi01

aahi02

Demon (mój)
adem01

adem02

Deks
adex01

adex02

Dumka
adum01

Edoras
aedi01

Neli (córka Deksa)
anel01

anel02

Timor
atim01

Wiwa
aviv01

Wiwa z Demonembpsy01

Timor z Deksem
bpsy02

Demon z Ajronem
bpsy03

Demon z Aramisem
bpsy04

Psy na Stake-out’cie
bpsy05

Dumka z Wiwą
bpsy06

Aramis z Neli
bpsy07

Demon z Achillesem na treningu
ctre01

Demon z Taskanem (synem) na treningu
ctre02

Demon z Basterem na treningu
ctre03

W zimie
ctre04

W zimie
ctre05

Trening
ctre06

Kulig w zimie
ctre07

Kulig w zimie
ctre08

Trening
ctre09

Na rajdzie Szczecin-Brzózki – 80 km z klubem Szczecińskim Shibapotaailuni Team
ctre10

ctre11

Nasze sanie
dsanie

Nasze wózki
dwozki

Klub
klub

Logo klubu
logo bg biale text

Żuławy Wiślane.

   Udało mi się ostatnio pojechać wraz z ojcem na Żuławy Wiślane, moje rodzinne strony w których dawno, dawno nie byłem. Pojechaliśmy na ostatni weekend sierpnia, koniec sezonu wczasowego, większość sklepików pozamykana, turystów prawie, że nie było.

   Miałem w planach odwiedzić kilku wujków i ciotek, przejść się po miejscach gdzie za łebka ganiało się po okolicy w celach wypicia jakiegoś alkoholu. Przedstawiam kilka miejsc w miejscowościach Świerznica/Rybina, Stegna, Mikoszewo, Krynica Morska.

Świerznica/Rybina.

   Miejscowośći położone przy drodze numer 502 z Nowego Dworu Gdańskiego do Stegny Gdańskiej. Znajduje się tam kilka unikalnych obiektów hydrotechnicznych.
   Jest tam most obrotowy kolejki wąskotorowej z roku 1905 na rzece Szkarpawie. Most jest wpisany do rejestru zabytków i jest cały czas używany. Operacja otwarcia mostu trwa około 5 minut i potrzebnych jest do tego tylko dwoje ludzi. Kiedyś z tego mostu łapało się ryby, kiedy przejeżdzał pociąg stawało się po prostu na barierkach. Jeśli most był otwarty wchodziło się na niego po małym mostku, potem z dużego na słupy cumownicze i tam się łowiło. Więcej na temat tego mostu tutaj.

   Dalej biegiem rzeki ku Zalewowi Wiślanemu znajduje się rozwidlenie. Rzeka rozdziela się na dwie odnogi – Wisłę Królewiecką i Szkarpawę, a zaraz przy rozwidleniu ujście ma poprzez największą przepąpownie wody na Żuławach Wiślanych – Chłodniewo rzeka Linawa. Płynąc Szkarpawą jak i Wisłą Królewiecką napotkamy na mosty zwodzone otwierane na przemiennie w godzinach parzystych i nie parzystych. Nie daleko w miejscowości Sztutowo znajduje się podobny most, ale jest otwierany z wewnątrz betonowego filara, nie wiem czy ktoś pamięta urywek serialu „Czterej pancerni i pies” gdzie Gustlik wszedł do takiego filaru i niemców młotkiem pozałatwiał. Słyszałem, że to było kręcone właśnie tam w miejscowości Sztutowo gdzie znajduje się także były obóz koncentracyjny Stuthoff. Wiecej na ten temat tutaj.

Stegna.

   Miejscowość turystyczna nad Zatoką Gdańską. W trakcie sezonu jest tam pełno turystów, kwitnie sprzedaż we wszelkich sklepach, po sezonie życie zamiera, ulice są puste i wiekszość sklepików pozamykana. Można tam pójść na plaże i kupić rybę wprost z sieci rybaka.

To co tygryski lubią najbardziej czyli Łosoś wędzony na zimno.

Mikoszewo.

   W Mikoszewie znajduje sie ostatni prom samochodowy przez rzekę Wisłę, jak i ujście Wisły, na które można się przejść po obu stronach rzeki. Jest to oczywiście przekop Wisły wybudowany w 1895 roku, ponieważ stara Wisła zwana teraz Martwą Wisłą wpadała do morza w Gdańsku. O przekopie nie będę dużo pisał, ponieważ można znaleźć o tym dużo informacji w Googlach.

941 kilometr Wisły.

W oddali za rybakami widać wieżowiec Sea Towers w Gdyni.

Kilka zdjęć z innych miejscowości.

Widok z portu nad Zalewem Wiślanym w Krynicy Morskiej na miasto Mikolaja Kopernika – Frombork.

Pozwijane sieci rybackie na plaży w Jantarze. Jantar – miejscowość
gdzie odbywają się mistrostwa świata w poławianiu bursztynu.


Plaża w Kątach Rybackich.

Jakaś Mewa.

   Polecam tamte rejony na wypoczynek wczasowy. Jest tam bardzo dużo do zwiedzania zarówno nad Zatoką Gdańską, Mierzeją Wiślaną jak i Zalewem Wiślanym.
   Jeśli ktoś planuje wczasy w tamtych rejonach, mógłbym pokazać różne ciekawe miejsca na mapie, jak i załatwić tani nocleg u znajomego w Rybinie.

Romania – Bucuresti – czyli 2485 mil po Europie.

   Tak więc wypadł mi ostatnio wyjazd do Rumunii do Bukaresztu (Bucuresti) w celach biznesowych. Na początku pomyślałem sobie, ja pier… do Romunii, nie mogło być gdzieś do Hiszpani czy Włoch. Co się okazało, że Rumunia nie jest taka zła, wręcz przeciwnie, przejechałęm przez nią jakieś 1200 km dwoma różnymi trasami i teraz już wiem gdzie chciałbym pojechać na jakiś urlop czy coś, nie jakaś tam przereklamowana Tunezja, Majorka i tym podobne tylko Rumunia, albo jakiś inny kraj rozwijający się w UE.
  
   Wyjechałem z Niemiec z domu w niedzielę o 10 rano, a na granicy Węgier i Rumuni byłem jakoś o godzinie 21. Jeszcze w Węgrzech rozpętała się burza, która ciągnęła się za mną przez ładnych parę godzin. Na Rumuńskiej granicy przeszedłem kontrolę graniczną i pojechałem dalej w celu szukania jakiegoś miejsca do spania.
Przez Niemcy, Austrie i Węgry jechałem cały czas autostradą, nic w tym ciekawego nie było, oprócz ładnych widoków na Węgrzech. Musiałem kupić winiety na autostrady, w Austri normalnie kupiłem na początku, potem się dowiedziałem, że na Węgrzech też trzeba mieć winietę to kupiłem, ale na ostatnim cpnie przed granicą z Rumunią. Co się okazało, że w Rumunii też trzeba mieć winietę, ale tam w ogóle nie kupywałem, chociaż policji po drodze stało dużo.
Około godziny czwartej rano wstałem i ruszyłem w dalszą trasę do Bukaresztu – zostało 560 km. Jechałem południową częścią Rumunii, drogami górskimi, krętymi i gdzie niegdzie dziurawymi, górami i dolinami i o 15 godzinie byłem w Bukareszcie. Pokręciłem się trochę samochodem po nim i co najlepsze, tam prawie nie ma przepisów drogowych np: pasy do skręcania w prawo czy w lewo są, ale nie obowiązują, jedziesz prosto
z prawego lub lewego nakazu, tak samo zakazy w prawo czy w lewo, jest zakaz, a i tak skręcasz. Ogólnie nie zrobił na mnie dużego wrażenia, bardzo duży ruch drogowy, od groma ludzi, poobdzierane bloki mieszkalne, wieżowce bankowe itp., znacznie ciekawsze były wioski przy trasie. W Rumuni jechałem tylko jedną autostradą A1 która ma może jakieś 100 km długości i prowadzi do samego Bukaresztu.
W Bukareszcie załatwiłem co miałęm załatwić i pojechałem na cpn przy A1 spać.
Spałem od około 16 do 6 rano i pojechałem spowrotem mniej więcej środkową częścią kraju. Przed granicą z Węgrami pękł mi tłumik na łączeniu z ostatnim, prawie, że się ciągną po ziemi, ale zaklinował się na ostatnim i nie spadł całkiem, głośno jak cholera, ale na granicy nic, dowód tylko sprawdzili i jedz dalej. Całe Węgry, Austrie i Niemcy przejechałem na wyjącym tłumiku. Jakieś 30 km przed granicą Austria-Niemcy ściągnęły mnie na bok Policaje Austryjackie. Dokumenty do kontroli, a auto chodzi, głośno w ch…, ale nic, powiedział tylko, że winietę źle przykleiłem i pojechałem dalej. Na granicy byłem około 20.30 i  też mnie ściągneli i też dokumenty sprawdzili i puścili dalej. Na pierwszym cpnie w Niemczech się przespałem ze trzy godziny i ostatnie około 550 km zrobiłem w jakieś 4 do 5 godzin, w środę o 7 rano byłem w domu w Neuwied.
   
   Ogółem to piękny kraj i inni ludzie. Drogi górskie, między dolinami, piękne widoki, rzeki barwy brązowej, rwące płytkie potoki, zapory i elektrownie na rzekach, wędkarze nad potokami, bacy z baranami przy drogach, no super normalnie, całkiem inny świat, takich rzeczy już się w Polsce nie widzi, kraj niby w UE, ale widać jak się dopiero rozwija, na drogach królują stare Dacie, furmanki, Arowce i Passaty szczupaki. Muscele widziałem dwa, jeden przerobiony/odnowiony, jeden jechał drogą, taki nie przerobiony i ciągną przyczepę traktorową drzewa. Wioski przy trasach tranzytowych, nie ma w cale chodników, na fotoradary nikt nie zwraca uwagi. Z tankowaniem nie ma problemów, ludzie rozmawiają po Angielsku i przeliczają swąją walutę na euro w Węgrzech i Rumuni. Jeden Rumuński LEJ = 0.35 Euro.
Vectra spaliła paliwa za jakieś 550 Euro to jakieś 400 litrów benzyny :D, ale w stronę Rumunii jechałem szybko w Niemczech 160-200 km/h nie zchodziło, w Austri i w Węgrzech ze 140 nie zchodziło, a w Rumuni maksymalnie 120 przy wyprzedzaniu, bo wiecej się nie dało ze względu na drogi. Spowrotem Rumunia, Węgry i połowa Austri około 100 km/h, a w Niemczech to ile fabryka dała. Wracałem wolniej, bo mi zostało jakies 250 Euro na paliwo, jadzenie i picie spowrotem. Do tego około 1.5L oleju i szyba przednia do wymiany, bo jakiś debil z tira w Rumunii wyrzucił przez okno pestkę od brzoskwini lub czegos podobnego i trafiła na mnie. Ogółem 4 000 kilometrów w dwie strony, cztery dni jazdy.
Jest co opowiadać, chciałbym tam jeszcze pojechać na dłużej.
Mam parę zdjęć zrobionych w czasie jazdy, ale wystawię ję później.

Krótka chwila w Polsce.

W Niemczech potrzebny był samochód, a więc trzeba było jechać do Polski, ja oczywiście byłem pierwszy chętny do wyjazdu. Byłem w kraju pięć dni, by załatwić samochód i kilka swoich spraw. W miedzy czasie pomagałem znajomemu rybakowi w odłowie Karpi ze stawu.
Kilka fotek z tej imprezy:

IMG_4507

IMG_4515

IMG_4518

IMG_4525

IMG_4529