lut 20

Pierwszy w tym roku spływ Myślą.

Kategoria: Myśla,Polska,Spływy

   Na Myśli puściły lody więć zorganizowaliśmy 18 Lutego spływ kajakowy na Myśli. W planach mieliśmy wystartować z Więcławia i skończyć w Dargomyślu i z Więcławia wystartowaliśmy, ale skończyliśmy na moście kolejowym koło nowego cmętarza w Dębnie. Rzeka była jeszcze zamarznięta w niektórych momętach i trzeba było kajaki przeciągać po lodzie, praktycznie od mostu betonowego na Cychry do mostu kolejowego kajaki ciągneliśmy.

Brak komentarzy/Napisz komentarz

lut 8

Styczniowy kajakowy spływ Sienicą.

Kategoria: Polska,Spływy

   Spontaniczny spływ w pewną deszczową niedzielę na rowie melioracyjnym o nazwie Dar (Sienica). Startowaliśmy z Oborzan, płyneliśmy przez Dargomyśl, w Dargomyślu wpłyneliśmy do Myśli i skończyliśmy spływ w Chwarszczanach. Zdjęcia z kilku aparatów, trochę mało, bo padał deszcz i często trzeba było wysiadać, żeby przeciągnąć kajak.

Brak komentarzy/Napisz komentarz

sie 31

Pseudo HDR-y.

Kategoria: Cyfrowa ciemnia

sie 31

311 kilometrów Odry w 8 dni.

Kategoria: Odra,Polska,Spływy,Wyjazdy

   Plan miał być taki: znajomi z Żar płyną tratwą po Odrze od Soboty z Brzegu Dolnego, ja wiozę Miszę z żoną w Niedzielę rano gdzieś daleko w górę Odry tak, aby Misza z żoną mógł dołączyć do spływu swoją łódką. Następnie ja wracam autem wzdłuż Odry do Piątku i odbieram Miszę z nie wiadomo jakiej miejscowości, bo Misza ma w Sobotę być w robocie, żona Miszy miała być w pracy w środę i miała wrócić do domu jakąś komunikacją. Plany się pomieszały i było tak:

Dzień pierwszy – Niedziela 14 Sierpnia.

   Misza rano wraca z pracy, pakujemy auto i jedziemy gdzieś za Legnicę, aby dołączyć do kolegów z Żar gdzieś na Odrze. W czasie jazdy ustanowiliśmy już gdzie Misza z żoną będą się wodowali. Było to na 320 km Odry (kilometry Odry są liczone od źródła do ujścia, a nie tak jak w przypadku Warty od ujścia do źródła) na wysokości wśi Domaszków. Chłopaki z Żar wystartowali dzień wcześniej i już płyneli, więc nie trzeba było długo na nich czekać. Misza po rozłożeniu swojej łódki dołączył do tratwy i popłyneli dalej z prądem rzeki. Dodam, że Odra w tamtym rejonie jest o połowę węższa niż w naszych rejonach. Ja pojechałem Passatem wzdłuż Odry zajeżdżając w wioskach położonych nad Odrą nad wodę czekając na nich i tak co wioskę. Pierwszą nockę po przepłynięciu dziewięciu kilometrów zrobiliśmy przed miastem Ścinawa na 329 km Odry. W nocy nie można było odpędzić się od komarów.

Dzień drugi – Poniedziałek 15 Sierpnia.

   Szybka pobódka, śniadanie i odbicie od brzegu, przepłynięcie trzech kilometrów i przybicie do portu w Ścinawie, aby uzupełnić zapasy napoi i żywności. Ja w Ścinawie byłem autem, także podwiozłem marynarzy do sklepu. Po krótkim przystanku i rozmowach z tubylcami odbili i popłyneli dalej. Ja samochodem pojechałem do Chobieni (350 km Odry) gdzie jest przeprawa promowa i tam czekałem na nich kilka godzin. Najpierw na horyzącie zobaczyłem kajakarzy ze Ścinawy, którzy mi powiedzieli, że nie dalej jak pół godziny temu mijali tratwe, więc po dluższej chwili wyłoniła się zza zakrętu tratwa. Misza na silniku swoją łódką podplynął do mnie wcześniej, aby wyprostować nogi. Tratwa przepłynęła obok promu, Misza popłynął, a ja pojechałem dalej. Misza przekazał mi informację gdzie będziemy nocowali tym razem. Nocowaliśmy na wysokości wioski Chełm (358 km Odry), gdzie ja pojechałem tam wcześniej szukać starorzecza i miejsca do obozowiska. Jakoś nie cała godzina minęłą i zobaczyłem Miszę na łódce, który odpłynął daleko od tratwy, aby się gdzieś przespać, a okazało się, że jest blisko kanału, gdzie będziemy spali wszyscy. W Chełmie za wałem przeciw powodziowym mieszkał kolega chłopaków z tratwy, który przyjechał do nas na wieczór. Wieczorem troszkę popadało, co dało nam fajny zachód słońca z tęczą i mniejszą ilość komarów.

Dzień trzeci – Wtorek 16 Sierpnia.

   Po porannym ogarnięciu, chłopaki odpłyneli dalej zostawiając mi skrzynkę butelek po piwie, abym wymienił ją gdzieś po drodze na pełną. Z ich prowiantem zajechałem do wsi Leszkowice (366 km). Po kilku godzinach czekania tratwa przybiła do mnie po zapasy. Zjadło się obiad i ruszyło w dalszą drogę. Dzisiaj miałem zawieźć Magdę do domu, bo w Środę miała isć do pracy. Chłopaki płyneli do Głogowa (395 km), aby spotkać się ze znajomymi, na początku myślałem, że z tamtąd pojadę z Magdą do Dębna i wrócę z powrotem dołączając gdzieś nad Odrą do tratwy, ale po przeanalizowaniu map wyszło mi, że ja mam do Głogowa 10 kilometrów drogą, a chłopaki mieli około 30 km Odrą co dopłynięcie zajęło by im ze 4-5 godzin, to ja za ten czas dojechał bym do Dębna i zaczął już wracać zpowrotem. Zabrałem Magdę kawałek za Leszkowicami i pojechałem do Dębna. Chłopaki popłyneli dalej. Ja w Dębnie ogarnąłem się i zadzwoniłem do mojego ojca, aby mnie zawiózł do chłopaków i spędził z nami nockę, bo miał jeszcze dzień wolnego. Umówiliśmy się z chłopakami, że spotykamy się w Bytomiu Odrzańskim (416 km)w porcie i tam będziemy nocować. Ja z ojcem dojechaliśmy już za szarówy, a chłopaki płyneli jeszcze około godziny Odrą po ciemku. Po zabiciu do portu zaczęła się lekka popijawka. Tej nocy nie było komarów.

Dzień czwarty – Środa 17 Sierpnia.

   Po nocce w Bytomiu odbiliśmy od portu i popłynelismy dalej z nurtem rzeki. Ojciec pojechał w stronę domu zajeżdżając do Nowej Soli (429 km), aby zobaczyć jak przepływamy przez port. My po drodze zatrzymaliśmy się w Starej Wsi (427 km) przy przystani kajakarskiej. Na kilometrażu mieliśmy napisane, że jest tam winnica, więc chłopaki poszli i kupili winko. Zapłyneliśmy zrobić kółko po porcie w Nowej Soli, aby zobaczyć czynną stocznię statków rzecznych. Zrobiliśmy kółko i popłyneliśmy dalej z prądem. Płynąc dalej widzieliśmy zabytkowy most kolejowy konstrukcji idealnie podobnej jak most w Siekierkach. Nocowaliśmy gdzieś w polu między Nową Solą a Milskiem, dokładnie to nie wiem gdzie. Następna noc z komarami.

Dzień piąty – Czwartek 18 Sierpnia.

   Od samego rana musieliśmy się uporywać z brakiem alkoholu, piliśmy wodę jak zwierzęta. Przy promie w miejscowości Milsko (450 km) chcąc dopłynąć do brzegu, aby zajść do sklepu, zatrzymaliśmy się tratwą na główce, musieliśmy więc wszyscy zejść z tratwy i wypchać ją na wodę. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że i tak nie było tam sklepu. Dopiero o godzinie 15.20 chłopaki w Cigacicach (471 km) poszli do sklepu i w ten sposób skrzynakę piwa wypiliśmy na ławce przy porcie, potem chłopaki poszli po drugą i popłyneliśmy dalej. Spaliśmy gdzieś między Cigacicami, a Pomorskiem (478 km). Ubierając się w długie ciuchy znalazłem pod plecakiem 2 litry piwa, co chłopaków zdziwiło, ale zostawiliśmy je na następny dzień. Komary były.

Dzień szósty – Piątek 19 Sierpnia.

   Z racji, że komary nie dawały spać nad ranem wyplyneliśmy na wodę przed siódmą godziną, przepłyneliśmy kilka kilometrów i zatrzymaliśmy się przy starym promie w Pomorsku, aby pójść do sklepu. Trochę tam zabawiliśmy i popłyneliśmy dalej ku Krośnie Odrzańskiemu (514 km), gdzie Misza miał zakończyć spływ (w sobotę miał do pracy), a zamiast jego wieczorem na tratwę wsiadł mój ojciec. Była też jeszcze jedna zmiana – za Bogdana z Żar wsiadła Asia – Piotrka żona. Nocka była w Krośnie Odrzańskim. Komarów nie było. W Krośnie widzieliśmy ciekawy wodowskaz kamienny na którym zaznaczone były stany powodziowe.

Dzień siódmy – Sobota 20 Sierpnia.

   W planach mieliśmy zobaczyć ujście Nysy Łużyckiej (542 km) i przepłynięcie się kawałkiem Odry granicznej. Z Krosna wypłyneliśmy jakoś po ósmej godzinie, a na ujściu nysy byliśmy około siedemnastej. Myślałem, że te ujście będzie jakieś większe, a nie różniło się zbytnio od ujścia Myśli do Odry. Popłyneliśmy jeszcze kawałek Odrą i staneliśmy na nocleg blisko miejscowości Rąpice (około 555 km). Tratwiarze kończyli tam spływ, w Niedzielę mieli rozkładać tratwę i miał po nich przyjechać samochód. Nocka była pożegnalna z komarami.

Dzień ósmy – Niedziela 21 Sierpnia.

   Piękny mglisty poranek nas obudził. Zjedliśmy śniadanie, ekipa z Żar zaczęła rozkładać tratwę, a ja z ojcem pakowaliśmy swoje bety na łódkę Miszy, aby popłynąć Odrą dalej do Porzecza (631 km) gdzie miał nas odebrać Misza. Pożegnaliśmy się z Żarakami i popłyneliśmy na silniku ku domu. Po drodze mijaliśmy nie ukończony most nad Odrą, jakąś starą fabrykę po niemieckiej stronie, pchacz który płynął pod prąd i zrobił nam falę, która wlała nam się trochę do łódki, mój aparat przyjął wtedy sporą dawkę wody i trochę przestał działać (ale już działa), fajne urwisko nad samą wodą, nastapnie mijaliśmy most graniczny w Świecku, Słubice i Frankfurt nad Odrą, niemiecką wioskę Lebus nad samą Odrą i Kostrzyn nad Odrą, a potem zaczeły się już nasze tereny, mieliśmy już blisko do domu.

   Odra jak dla mnie jest dużo ładniejsza rzeką od Warty, najpierw wąska, potem coraz szersza, brzegi ładniej zalesione niż nad Wartą, więcej miejscowości przybrzeżnych chociaż ruch wodny jest znikomy. Tratwa to zajebista sprawa, można się swobodnie po niej poruszać, wyprostować nogi, przespać się na łożku, ugotować obiad, nie trzeba się martwić, że się przewróci jak łódka, normalnie cudo. Na następny rok też budujemy tratwę i coś słyszałem, że będzie Wisła.

Brak komentarzy/Napisz komentarz

Nastepna strona »

"